Tortellini

Dawno nie pisałam, ze względu na moje żałosne zagubienie w świecie w ogóle. Gubię się we wszystkim, mam problem ze wszystkim i nawet najmniejsze odstępstwo od planu jest powodem, by tego planu nie wykonać w ogóle. Jednak to, że ten wpis został opublikowany jest dowodem na to, że zmuszam się do ogarnięcia życia i do realizowania planu. Bo w grze jesteśmy tak długo, jak długo próbujemy. A ja próbuję ciągle i nie można powiedzieć, że przegrałam bo ja ciągle gram w tę grę bez zasad zwaną życiem.

Jednak dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić tym, co ugotowałam jakiś czas temu. Dosyć dawno, ale było to wspaniałe i przepyszne i cudowne i nie umiem się oprzeć i muszę podzielić się z Wami moim entuzjazmem. Tytuł poniekąd Wam już powiedział, o czym będzie mowa. Muszę zaznaczyć, że ja wiem, że gdybym mogła, z przyjemnością sama znosiłabym jajka, bo nie lubię kupnego jedzenia i nawet jeżeli to moje niczym nie różni się od tego z sklepowej półki, to jednak satysfakcja, że MOJE jest nie do opisania. Jednak tutaj, tytułowe tortellini kupiłam. I było naprawdę smaczne. A jak je przygotowałam? O tym poniżej:

Składniki:

Paczka tortellini (ja miałam grzybowe, bo innego nie umiałam znaleźć), duży ogórek, papryka, 2 pomidory, kapusta pekińska, kukurydza w puszce, sól, pieprz i majonez.

Ale jak?

Tortellini ugotowałam wg przepisu na opakowaniu. Kapustę poszatkowałam, ogórek pokroiłam w plastry, pomidory i paprykę w kostkę. Wszystko wymieszałam z ostudzonym tortellini i dodałam kukurydzę. Przyprawiłam. No i tyle. Lubię takie nieskomplikowane dania, które zrobimy w czasie reklamy na Polsacie. Danie było cudowne. Niby taka sobie sałateczka a jednak naprawdę można się najeść. Jest sycąca i zdrowa no i oczywiście smaczna.

Podsumowując, doszłam do wniosku, że moje życie kręci się wokół sałatek, które uwielbiam robić, uwielbiam jeść. Lubię je za swoją prostotę, pewność, że się uda i ten bałagan, który mam wrażenie odzwierciedla moje życie. Każdego dnia walczę, by trochę to życie sobie uporządkować, ale wiadomo, wychodzi jak zwykle. Bo jestem zawsze zagubiona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *